wewnętrznego źródła życia, radości, ciszy, błogości. Gdy zaczniesz poruszać się w kierunku centrum, kilka rzeczy zniknie i pojawi się kilka rzeczy nowych. .

Odszedł, a po paru minutach wrócił z miseczką. Guru zajrzał do. - Nie, bo gdyby tak było, to bylibyśmy tyle warci, co nasi wrogowie. Dobranoc, Jack. Poszedł na górę, a Carter natychmiast podniósł słuchawkę wewnętrznego telefonu wiszącego przy drzwiach i zadzwonił do Munro. - Panie generale, powinienem chyba wpaść do pana. Craig Osboume prowadzi jakieś śledztwo na własną rękę. Chodzi o sprawę Bauma. Dobrze, zaraz będę. Drzwi były nie domknięte i stojący na górze w mrocznym przejściu Craig słyszał każde słowo. Gdy Carter zaczął wchodzić po schodach, Amerykanin na palcach ruszył do frontowych drzwi i cicho wyszedł. Padał ulewny deszcz, gdy tuż po dziesiątej Craig ponownie przybył do kliniki w Hampstead. Schroniwszy się pod kilkoma jaworami w drugim końcu ulicy, odczekał chwilę, obserwując bramę. Nie było sensu próbować wejść tędy. Możliwe, że przestraszony Baum wydał polecenie, żeby go nie wpuszczano. Poszedł boczną alejką, która doprowadziła go do wąskiej uliczki. Stały przy niej domki z tarasami, a na samym końcu dwupiętrowa budowla wyglądająca na warsztat. Z jednej strony miał on żelazne, zewnętrzne schody. Wspiął się po nich i stanął na górnej platformie. Mur otaczający klinikę był teraz w odległości nie przekraczającej metra. Z łatwością pokonał balustradę, przeszedł na mur i zeskoczył do ogrodu. Ostrożnie skierował się w stronę budynku, z dala od głównego wejścia. W dwóch oknach na piętrze paliło się słabe światło, ale parter pogrążony był w ciemności. Dopiero gdy przeszedł na tyły domu, zauważył światło widoczne przez nieszczelnie zaciągnięte zasłony z pokoju przy tarasie. Wszedł tam po stopniach i zajrzał przez szczelinę do środka. Było to niewielkie pomieszczenie wypełnione książkami. Trzymając się za głowę, Baum siedział przy stole, na którym stała butelka whisky i szklanka. Craig nacisnął delikatnie klamkę przeszklonych drzwi, ale zasuwka była zamknięta. Po chwili namysłu energicznie zastukał w szybę. Zdziwiony Baum uniósł głowę. - Doktorze Baum - zawołał Craig, usiłując naśladować angielski akcent. - Tu strażnik od bramy. Cofnął się o krok i czekał. Moment później Baum, otworzywszy drzwi, wyjrzał na zewnątrz. - Johnson. Czy to ty? Craig znienacka objął go ramieniem za gardło i wepchnął doktora do pokoju. Gdy po chwili zdziwienie Bauma opadło, wytłumaczył mu dlaczego się tam znalazł i powiedział o swoich przypuszczeniach. - Więc z własnej woli poszedłeś do Munro i zdekonspirowałeś się? - To prawda. - Baum skinął głową. - Kazał mi dalej prowadzić moją działalność, jak gdyby nigdy nic. Nie ruszyli nawet tej kobiety w Romney Marsh. - Jak ona się nazywa?. Klasyczne eksperymenty. - Daj mi pan jeszcze herbaty. Borowiecki chciał go wybadać.. Powinien mieszać się w pewnej mierze do rynku? Dlaczego nie. - Muszę przyznać, że ekshumację przeprowadziliśmy w sposób barbarzyński - wspomina Riabow. - To było straszne. Ale nie mieliśmy czasu, nie posiadaliśmy odpowiednich narzędzi i powodował nami strach. . . strach, że zostaniemy zauważeni. A kiedy znaleźliśmy czaszki, przeraziliśmy się jeszcze bardziej! - Potrząsając głową Riabow powtarza: - To było przerażające! Przerażające! Awdonin także się bał: - Całe życie szukałem tych szczątków, ale wówczas gdy zaczęliśmy wyciągać z ziemi podkłady kolejowe, pomyślałem: obym nic nie znalazł. Pomimo to pracowali dalej.. Się w świętej nagonce przeciw temu. Mikrofonem w róg studia, by swoim komentarzem uratować resztki godności swojej firmy..